wtorek, 20 sierpnia 2013

wielka woda

Zapakowali nas dzisiaj do samochodu...

Myślałem, że znów jedziemy do lekarza, w nadziei, że nie będę musiał już pić tego paskudztwa, ale się okazało, że wcale do lekarza nie jedziemy tylko jak to oni określili, nad morze.

Co to jest, to morze? Nie wiem, ale miałem się  wkrótce dowiedzieć.
Jechaliśmy dłuuuugo, postanowiłem się zdrzemnąć ale upał mi na to nie pozwalał.

Dojechaliśmy, wyskoczyłem z auta jak poparzony bo strasznie chciało mi się siku,
poszedłem z ustronne miejsce i jeeeest... jaka ulga.... tylko jacyś obcy ludzie dziwnie się na mnie patrzeli.... jakby nigdy nie widzieli jak sikam...
Później się okazało, że nasikałem na samym środku wejścia do morza, może dlatego się tak oburzyli.

Beata odpięła mi smycz i pobiegłem się bawić, Aria zaraz za mną, ale ona popędziła do wody...
Ale jakoś małe było to morze... Chłopaki na podwórku opowiadali mi, że morze to jest jak taka wieeeelka miska z wodą. Ucieszyłem się, bo moja miska z wodą jest jakaś strasznie mała, więc doszedłem do wniosku, że jak morze jest większe niż moja miska, to warto jest się na zapas opić tej fajnej wody...

Tylko, że ta woda nie smakowała jak ta w mojej misce... może i miska była mniejsza, ale przynajmniej woda była dobra i nie śmierdziała rybą... Ale nie miałem wyjścia, trzeba było napić się na zapas.






Tak się opiłem tej wody, że w drodze powrotnej do domu, nie wytrzymałem i znów puściłem pawia.
Wstyd mi było ale co miałem zrobić?  Nie dałem rady trzymać tego paskudztwa dalej w moim małym cudnym brzuszku. Wyhaftowałem  piękny wzór na kocyku. Była tam woda z morza, trochę jedzenia i trawy... Ale wszystko to łączyło się we wspaniały wzór, góry i doliny, woda... pięknie!

No, już się nie bałem, że dostanę w skórę od Beaty i Artka, bo nauczyłem się, że jak puszczę pawia w aucie to oni to zaraz posprzątają i pogłaszczą po łepetynie, mowiąc, że nic się nie stało.

NO! Teraz mogę haftować ile wlezie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz